niedziela, 3 marca 2013

Jak być szczęśliwa w związku i żyć w zgodzie z sobą


Długo zastanawiałam się nad tym, jak mam postępować  by być szczęśliwa  Jestem młodą mama i od niedawna mieszkam z partnerem. Uczę się nowego życia i chce być kiedyś dumna z tego co udało mi się osiągnąć.Jeszcze nie tak dawno na pierwszym miejscu była edukacja i realizacja marzeń.Obecnie na pierwszym miejscu jest rodzina która zaczęliśmy  tworzyć z M, a za nią moja samorealizacja.Najpierw zacznę od relacji w związku.
Kiedy w związku z niskim stażem pojawia się osoba trzecia,wszystko zaczyna toczyć się inaczej.Niektóre pary się rozchodzą, inne próbują stworzyć wspólnie rodzinę. My należymy do tej drugiej grupy,którzy wola podjąć walkę niż poddać się na starcie. Najważniejsze by nic nie odbywało się na sile,bo wtedy nic z tego nie będzie.Jedynie rozczarowanie...



JAK CEMENTOWAĆ A NIE BURZYĆ.

"Męszczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" -nie bez powodu John Gray tak zatytułował swoja książkę. My po prostu diametralnie się różnimy. Znając te dzielące różnice można umiejętnie poradzić sobie w budowaniu relacji z partnerem. Nie ma lekko, wiem z krótkiego doświadczenia. Jednak mimo to, zależy mi na tym by umocnić nasza więź i nie pozwolić by wygasła. 


Zasada nr 1

Pozwolić mu posiedzieć w swojej jaskini.
Nieraz odnosimy wrażenie  ze facet nas nie słucha  albo nie chce słuchać  Wtedy kiedy my  potrzebujemy rozmowy, on jest zajęty czymś innym. Pamiętam ile razy złościłam się na M.  sugerując, ze olewa mnie, bo woli grac wtedy kiedy ja chce pogadać  Otrzymywałam w odpowiedzi "nie teraz... gram, później pogadamy". Było mi przykro i za każdym razem się złościłam. W końcu przemyślałam sprawę i przypomniałam sobie słowa Graya. Faceci uciekają do tzw "jaskini". Oznacza to,że potrzebują czasu tylko dla siebie. Trzeba pamiętać  ze nie mamy tam wstępu. W jaskiniach tych najczęściej surfują po necie, czytają gazety albo graja. Potrzebują odetchnąć od nas,od tego co ich otacza, i rozerwać się trochę. Jeśli damy im w tym czasie spokój  i zajmiemy się swoimi sprawami- pielęgnacją lub tym co sprawia nam przyjemność zamiast sterczeć im nad głową i czekać aż opuszczą jaskinie- możemy mieć pewność że sami zaproponują nam rozmowę .. Jeśli nie, to i tak powrócą do rzeczywistości  wtedy możemy zacząć nasze działania  Jednak to tez należy wykonać umiejętnie, bo przecież mamy do czynienia z ciężkim kalibrem ;D.


Zasada nr 2

Umiejętność prowadzenia rozmowy.
Kiedy chcemy się wygadać, możemy zostać odebrane w inny sposób  niżbyśmy tego chciały . Nic dziwnego, w świecie samców inaczej załatwia się problemy. Musimy uświadomić sobie, ze facet to nie nasza przyjaciółka która z oddaniem wysłucha nas do końca,pocieszy i pozostawi stosowny komentarz lub podzieli nasze zdanie. Nas i facetów różnią odmienne sposoby myślenia. Nie ma sensu szczegółowo się rozgadywać. Faceci lubią rozmawiać konkretnie, dlatego najlepiej przedstawić to co nas trapi w sposób rzeczowy. Jeśli chcemy się wygadać, powiedzmy otwarcie partnerowi, ze oczekujemy tylko, by nas wysłuchał i przytulił  może nawet pozwolił się wypłakać. Przecież wystarczy nam tylko jak zapewni nas, że jest blisko,kocha i służy ramieniem. Od razu zrobi się nam lepiej, nie potrzebujemy męskich rad. My oczekujemy tylko wysłuchania i poczucia bezpieczeństwa.


Mamy również prawo oczekiwać od faceta, by nam w czymś pomógł, czy wyręczył  Nie może wszystko przecież spadać na nas. Źle przeprowadzona w tej kwestii rozmowa, może sprawić ze facet  niestety nie ruszy się z miejsca. Możemy już od razu wykluczyć  ze sam domyśli się by nas odciążyć w obowiązkach domowych. Jak sprawić zatem by nam pomógł?  Najlepiej konkretnie powiedzieć  ze my wykonujemy masę innych obowiązków i chcemy by np pozmywał naczynia lub naprawił szafkę. Powiedzmy to stanowczo "napraw ją, zrobisz to teraz i będziesz miał z głowy",zamiast "czy mógłbyś naprawić szafkę?".Ten pierwszy komunikat lepiej do niego trafi. 


Zasada nr 3

Żyć w zgodzie z samą sobą.
Zauważyłam, że nasze nastawienie ma ogromny wpływ na to jak widzą nas inni. Tak w życiu jak i w związku. Kiedy chodzimy po domu przygnębione,złe i smutne partner woli nas unikać. Boi się, żeby nie powiedzieć czegoś złego, nie wie w końcu jakiej reakcji może się po nas spodziewać. Wiadomo, że każdy ma gorszy dzień, ale nie znaczy to by zarażać nim środowisko. Same nie chciałybyśmy, by partner wyładowywał na nas swoje emocje, bo coś mu nie wyszło. To działa w obie strony. W chwilach złego nastroju, najlepiej  nie rozwiązywać domowych problemów a zostawić je na później, jak już ochłoniemy. 
Osoba, która nie żyje w zgodzie z sobą, nie umie też żyć w zgodzie z innymi. Dlatego tak ważne jest, abyśmy miały czas dla siebie. Na to, by zająć się swoim ciałem, wyjść na spacer, spotkać się z przyjaciółką. A przede wszystkim odnaleźć w sobie harmonię. Warto zastanowić się do czego tak na prawdę w życiu dążymy, znaleźć w tym sens. Żyjąc w zgodzie z sobą czujemy się szczęśliwszymi,mamy więcej pozytywnej energii,którą możemy obdarować bliską osobę. 

Ostatnio za bardzo marudziłam M., fakt że jestem zmęczona i mam dużo obowiązków ale w końcu nadejdzie wynagrodzenie, kiedy urodzę.:) Najważniejsze by mieć wspólne cele i dążyć razem w tym samym kierunku.  




 A Wy macie jakieś sposoby na szczęśliwy związek?


7 komentarzy:

  1. Sposoby na szczęśliwy związek? Hm.. Nie mam pojęcia ;P U nas po prostu 'żyjemy jak chcemy' jesteśmy dla siebie partnerami, ale też i przyjaciółmi po prostu rozumiemy się bez słów, ot tak dopasowanie charakterów :) Mam nadzieję, że po urodzeniu Lenki nic się nie zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mysle ze twoje rady ktore napisalas sa najleprze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Postanowiłam nie pisać Ci komentarzy (to trochę głupie siostrze) :P ale muszę przyznać dobrze kombinujesz :>

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie zasada nr 2 czasem trudna jest w realizacji. Dużo chciałabym zazwyczaj powiedzieć partnerowi i szczerze z nim pogadać, ale jestem taką osobą, która jeśli czymś się stresuje odreagowuje płaczem... Więc takie rozmowy z toną łez w oczach są dla mnie trudne. Czasem wolę przemilczeć i popłakać w samotności, ale to nie rozwiązuje problemów. Próbuję nad sobą pracować, ale łatwo nie jest...
    Poza tym cały czas staram się pogodzić z niektórymi wadami mojego partnera. To też jest ważne, żeby umieć kogoś kochać takim, jakim jest naprawdę,a wiele rzeczy wychodzi dopiero po wspólnym zamieszkaniu...
    :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z mężem mieszkam już jakoś 5 lat, małżeństwem jesteśmy od roku ale wcześniej razem zamieszkaliśmy i mimo, iż na początku wydawało się, że jesteśmy od siebie różni to teraz widzę jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Może po prostu upodabniamy się do siebie będąc długo razem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moj od jakiegoś czasu jest fatalny mam dość wszystkego,a za 5 miesiecy slub sama nie wiem czy go chce

    OdpowiedzUsuń